Moja historia z zespołem policystycznych jajników i insulinoopornością

by Just Food Therapy
0 komentarz

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić dość intymny artykuł, ponieważ opowiem o mojej własnej, na całe szczęście wygranej historii z zespołem policystycznych jajników (PCOS) oraz insulinoopornością. Jeszcze zanim zostałam dietetykiem klinicznym sama byłam zdezorientowaną pacjentką poszukującą pomocy specjalistów. Po omacku błądziłam po lekarzach, międzyczasie traciłam ogromne ilości pieniędzy na zbędne leki, wizyty czy badania. Myślałam wtedy, że jako zaledwie dwudziestoletnia dziewczyna kompletnie straciłam zdrowie. Byłam przerażona i nie wiedziałam w którą stronę będzie to podążało. Brzmi znajomo? Bardzo często słyszę od moich pacjentek identyczne historie. Jak to wiele lat borykają się z PCOS, jak od razu rozpoczęły terapię hormonalną, jak nadal nie zniknęły ich problemy zdrowotne, a wręcz się powiększają. Najchętniej przytuliłabym każdą z nich, dodała otuchy i nadziei, bo ja – kiedyś równie beznadziejny przypadek zdrowotny, dałam radę z tego wszystkiego wyjść i mogę pomóc. 😊 Chciałabym każdej z Was powiedzieć, że jak ja to zrobiłam, to prędzej czy później Wy też dojdziecie do pełnego zdrowia. Dlatego w tym artykule odkrywam swoje zdrowotne karty. 😊 Chcę przekazać Wam otuchy i nadziei! Jest to moja historia i mój sposób na wyjście z nieprawidłowości zdrowotnych. Pamiętajcie proszę, że każdy z nas jest inny i co na mnie podziałało dla Was może okazać się niewystarczające. Zawsze powtarzam swoim pacjentkom, terapia żywieniowa powinna być jak najbardziej indywidualna i szyta na miarę!

Mój początek

Od maleńkiego dziecka dokuczały mi dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. Niestety z różnych przyczyn nie mogłam być karmiona piersią, od razu przeszłam na żywienie zastępcze mieszanką mleczną. 

Już wtedy moja mama zgłaszała lekarzom, że mam ciemniejszą skórę na ciałku i że jest ona bardzo szorstka. Oczywiście, dwadzieścia sześć lat temu świadomość wpływu żywienia niemowlęcia na jego zdrowie była bardzo kulejąca. Zalecono, więc aby moja mama mocniej „szorowała” moją, wtedy niemowlęcą skórę… Makabra!

Od wieku dojrzewania zmagałam się z bardzo tłustą skórą na twarzy, a co za tym idzie w parze, również z trądzikiem wieku młodzieńczego. Jako, że co trzeci nastolatek nie ma do końca gładkiej i wolnej od krostek twarzy, każdy lekarz to ignorował. Po prostu trądzik młodzieńczy… co najwyżej przepisywali mi maści z antybiotykiem. Tak żyłam kolejnych sześć lat, do czasów rozpoczęcia studiów. Oczywiście, międzyczasie nadal odczuwałam ogromne problemy i dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego.

Czas studiów

Na studiach, kiedy rozpoczęło się moje studenckie życie – nauka po nocach, weekendowe wypady do znajomych i domówki, moje cykle miesiączkowe zaczęły się buntować. Wtedy też rozpoczęły się bardzo nieregularne miesiączki. Bywało tak, że mój cykl trwał 18 dni! Tym razem skierowano mnie do szpitala, na dokładne badania hormonalne. W zależności od pory cyklu, dwukrotnie byłam w szpitalu. Badania, które mi wykonywano to między innymi test obciążenia glukozą, usg i szereg dodatkowych hormonów…

Dostałam zalecenie zapisania się do poradni endokrynologicznej przy szpitalu, aby lekarz zinterpretował moje szpitalne wyniki i zastosował leczenie. Niestety, gdy dowiedziałam się, że na tą wizytę mam czekać 5 miesięcy załamałam się… Z przerażeniem uznałam, że nie po to leżałam dwukrotnie w szpitalu, aby teraz czekać aż moje badania stracą ważność. Udałam się na wizytę prywatną. Ku mojemu zdziwieniu podczas mojej dosłownie 10 minutowej wizyty lekarz, bez śladu emocji stwierdził, że muszę rozpocząć zastępczą terapię hormonalną (antykoncepcję). Powiedział mi, że jest to na tą porę jedyne wyjście, aby uregulować cykl miesiączkowy – już oficjalnie stałam się „szczęśliwą” posiadaczką zespołu policystycznych jajników (PCOS). O insulinooporności ani słowa… Jako, że byłam na pierwszym roku studiów zaufałam lekarzowi i rozpoczęłam prawie 3-letnią terapię hormonalną. Prawda, miałam regularne miesiączki, jednak wszystkie inne problemy pozostały.

Nadal walczyłam z trądzikiem, po licznych wizytach u dermatologów zdecydowałam się na terapię retinoidami (pochodne witaminy A). Niestety oprócz strasznego wysuszenia mojej skóry, również nie zauważyłam oczekiwanej poprawy… Byłam załamana. Wiedziałam, że tak silnymi terapiami farmakologicznymi obciążam swój organizm, byłam wściekła, że one nie działają!

Na trzecim roku studiów, mając już wystarczającą ilość wiedzy, aby poznać konsekwencje zdrowotne przyjmowania silnych leków, postanowiłam, że z dnia na dzień pożegnam się z antykoncepcją hormonalną i przyjmowaniem doustnych leków dermatologicznych… Również sama już mogłam spostrzec pewne niedopatrzenie ze strony lekarza, który nie zauważył mojej insulinooporności… Na początku rozpoczęłam od diety z niskim indeksem glikemicznym, ograniczyłam do minimum słodycze. W rzeczywistości wyglądało to tak, że raz w tygodniu sięgałam po jakiegoś cukiereczka albo batonika.

Po pewnym czasie, zdecydowałam się zaoszczędzić więcej pieniędzy i wykonać pierwszy raz testy na nadwrażliwości pokarmowe IgG zależne, tzw. nietolerancje pokarmowe. Ku mojemu przerażeniu okazało się, że silnie reaguję na gluten oraz mleko. Byłam przerażona, a zarazem szczęśliwa, ponieważ wynik ten dawał mi wielką nadzieję na pozbycie się dolegliwości przewodu pokarmowego, jak i chociaż częściowe, opanowanie moich problemów z zespołem policystycznych jajników. Nie mogłam od razu pozwolić sobie na całkowitą eliminację glutenu i nabiału. Byłam podczas studiów magisterskich i jeszcze parę lat temu nie było tak łatwego dostępu do napojów roślinnych (oprócz sojowych) oraz nie miałam najzwyczajniej czasu na codzienne gotowanie. Takie eliminacje wykluczały jedzenia na mieście. Postanowiłam więc, że na początku wykluczę tylko gluten. Łatwiej jest wykluczyć część mąk i zbóż. Zawsze zostawał ryż, ziemniaki i produkty kukurydziane.

Już po dwóch miesiącach obserwowałam pierwsze efekty! Mój cykl miesiączkowy zaczął być powtarzalny i regularny, z 18-20 dni zaczął przechodzić na 26-28 dni. Pomyślałam sobie, że lepiej być nie może! Dostałam ogromnej motywacji do działania, zrozumiałam, że może to wszystko, o czym się uczę to nie są jedynie mrzonki, a prawda! Że poprawę swojego zdrowia mogę osiągnąć również poprzez naturalne sposoby, a nie tylko leki. Zawsze żyłam w przekonaniu, że od mojego zdrowia jest tylko lekarz, że tylko leki mogą naprawić tak duże nieprawidłowości zdrowotne… Wtedy dietetyka stała się moją prawdziwą pasją – uwierzyłam w jej siłę czynienia dobrego dla organizmu.

Niestety eliminacja cukru oraz glutenu nie przyniosła mi efektu odnośnie poprawy stanu skóry. Wszystkie inne dokuczliwe objawy jak: silne problemy jelitowo-żołądkowe w tym refluks, nieregularne miesiączki – zniknęły. Myślę, ze każda kobieta potrafi mnie zrozumieć, że nie był to zadowalający dla mnie efekt. Bo kto chciałby od szesnastego roku życia żyć z trądzikiem? Oczywiście dermatolodzy mówili mi, że widocznie taki jest mój urok, że mają pacjentki, które z trądziku wieku młodzieńczego płynnie przechodzą w trądzik różowaty – charakterystyczny dla późniejszego wieku. Straszyli, że mogę mieć trądzik różowaty nawet do trzydziestego roku życia. Zapewniali, że po urodzeniu pierwszego dziecka moje hormony same „zaskoczą” i trądzik też powinien minąć… Teraz już wiem, że większych bzdur nie mogłam usłyszeć. Oczywiście, na tamten czas moja nadzieja zrównała się z ziemią. Zaczęłam się uczyć żyć z problematyczną cerą, mało tego, zaczęłam akceptować ten stan. Wiedziałam, że nie mam innego wyjścia… muszę się do tego przyzwyczaić bo jak będę mogła przeglądać się w lustrze do trzydziestego piątego roku życia i siebie jednocześnie nie akceptować? Horror.

Pisanie pracy magisterskiej bardzo mnie pochłonęło, nie miałam już czasu i siły walczyć z moją skórą. Tak przetrwałam kolejne trzy lata na diecie bezglutenowej i bez podjadania słodyczy.

Życie po studiach

Dopiero rok po zakończeniu studiów magisterskich, kiedy to w końcu poczułam wolność i mogłam być panią swojego czasu, zaczęłam na 200% zgłębiać badania naukowe i wybraną literaturę w kierunku terapii insulinoopornosci, na temat nietolerancji pokarmowych, ich przyczyn i leczenia. Zrozumiałam, że jak ponownie nie przyjrzę się stanu moich jelit i mikroflory jelitowej to nie ma szans na wyrównanie insulinooporności, na poprawę stanu skóry. Jak widzicie dojście do tego etapu trwało u mnie około cztery lata… Sama dieta o niskim indeksie glikemicznym i bezglutenowa nie przynosiła w 100% oczekiwanego przeze mnie rezultatu. Dlatego zdecydowałam się na powtórzenie badań na nietolerancje pokarmowe, ponownie wykonałam badania hormonalne oraz zrobiłam krzywe glukozową i insulinową. To, co się okazało, to to, że nie mam podwyższonych androgenów (hormony przeważające u mężczyzn powodujące między innymi trądzik – na początku miałam je podwyższone), insulinooporność nadal występuje, ale tym razem w parze z hipoglikemią reaktywną, testy na nietolerancje nadal wskazywały gluten, mleko, ale i również owies, i w mniejszym stopniu jeszcze inne, mało istotne białka.

Postanowiłam, że tym razem w 100% wezmę swoje zdrowie w moje ręce. Pomyślałam sobie – „Jakim będę wzorem dla pacjentek i ich dietetyczką, jak sama nie będę stosowała swoich zaleceń?” Wykonując zawód dietetyka, tak naprawdę zobowiązujemy się do zdrowego stylu życia. 😉

Ruszyłam z restrykcyjną dietą: bez glutenu, bez mleka, bez innych nietolerancji oraz na diecie przeciwzapalnej, o niskim indeksie glikemicznym, jak i z całkowitą eliminacją alkoholu. Sporo prawda? 😊

Dodatkowo wprowadziłam probiotykoterapię, wysypiałam się i ograniczyłam do minimum stres (musiałam zrezygnować z dotychczasowej pracy – wtedy moje największe źródło stresu).

Po roku ścisłej diety – eureka! Mój organizm tego właśnie potrzebował – całkowitego oczyszczenia i dania mu czasu na naprawę wszystkich nieprawidłowości. Wraz z opanowaniem insulinooporności i poprawą stanu jelit, moja skóra pożegnała się z trądzikiem raz na dobre! Moje cykle miesiączkowe były książkowe. Mój przewód pokarmowy zyskał nowe życie! Nie czułam żadnych dolegliwości bólowych i dyskomfortu, który towarzyszył mi całe życie.

Po rocznej kuracji postanowiłam, że już nie wrócę do jedzenia glutenu i nabiału. Obecnie nie piję alkoholu, zawsze śpię 7-8 godzin dziennie, staram się nie stresować. Jestem zdrową osobą! Co kiedyś było nie do pomyślenia, obecnie jest faktem, zapewnienia lekarzy do których trafiłam, że trądzik to mój urok, że na policystyczne jajniki pomoże tylko antykoncepcja – w moim przypadku okazały się całkowicie chybione.

Podsumowanie

Kochani, piszę ten post nie po to, aby udowodnić, że lekarze i farmakoterapia nie działa. Absolutnie nie! Nie jest to moim celem. Może nie miałam szczęścia do specjalistów, jednak pisząc ten artykuł mam dla Was dwa główne przesłania. Po pierwsze nie zamykajcie swoich oczu na inne, naturalne rozwiązania. Indywidualne żywienie i zmiana stylu życia potrafi zdziałać cuda! Nasz organizm jest cudem! Dajmy mu komfort czasu oraz komfort niezaśmiecania go zbędnymi dodatkami do żywności, a w zamian za to, dostarczajmy mu wraz z pożywieniem wszystkich składników odżywczych, witamin i mikroelementów niezbędnych do budowania zdrowych i dobrze pracujących komórek. To klucz do sukcesu! – Czas i zdrowy styl żywienia i życia.

Jakbym miała zebrać mój czas naprawy organizmu w efektywne ramy czasowe, to byłyby to około dwa lata…

Drugie moje przesłanie to takie, abyście nie dały sobie wcisnąć, kochane kobietki, że brzydka skóra to Wasz urok, że na rozregulowaną miesiączkę to tylko hormony, że insulinooporność to tylko przeszkadza nam schudnąć, a poza tym są na nią leki… Nie poddawajcie się, szukajcie dobrych specjalistów! W końcu to Wasze zdrowie. Można trafić na nieodpowiedniego lekarza, położną, dietetyka, dentystę, ortodontę… Co z tego? Nie pilnujcie się ich, od razu zmieniajcie i szukajcie najlepszego!

Poznaliście moją historię i wygraną walkę z trądzikiem, insulinoopornością, hipoglikemią reaktywną i zespołem policystycznych jajników. Jak pewnie już wiecie, bardzo wiele jest kobiet zmagających się z PCOS. Proszę Was, po usłyszeniu diagnozy lekarskiej, rozważcie na poważnie terapię żywieniową. W pierwszej kolejności dajcie szansę, aby to organizm z Waszą pomocą sobie poradził. Nie idźcie po najprostszej drodze. Często moi znajomi załamują ręce jak słyszą, że nie jem glutenu, mleka i jeszcze paru innych produktów, że nie jem produktów o wysokim indeksie glikemicznym… Mało tego, że nie piję alkoholu! Pytają się, co musiałam naskrobać, że wiodę życie ascety. 😀 Dla innych jest to tragedia, dla mnie jest to szczęście, że sama mogę pomóc, moimi codziennymi wyborami, poprawić funkcjonowanie organizmu. Mój styl życia jest moim skutecznym lekarstwem!

Kochani, jeszcze raz podkreślam, że jest to jedynie moja droga i indywidualnie dobrana terapia. Nie musi się ona sprawdzić u Was. Każdy przypadek jest inny, diagnozujcie się i korzystajcie z pomocy dobrego dietetyka klinicznego. Trzymajcie się cieplutko i nie pozwólcie, aby ktoś zabrał Waszą nadzieję na odzyskanie zdrowia, walczcie o siebie!  

Pozdrawiam serdecznie,

Dietetyk kliniczny online

mgr Justyna Krzemińska (Lenda)

Poradnia dietetyczna online Just Food Therapy

Podobne posty

Dołącz do dyskusji

* Publikując swój komentarz, wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych podanych w niniejszym formularzu. Więcej informacji znajdziesz w sekcji Polityka prywatności.

Wykorzystuję pliki cookies do prawidłowego działania bloga. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie ciasteczek? Akceptuj Więcej